Posty

mad about you (II)

Trouble is my middle name but in the end I'm not too bad             Mija tydzień od mojego rozstania z Rafałem. Rano chodziłam do pracy, popołudnia spędzałam w łóżku i płakałam. Dzisiaj wróciłam z pracy i też miałam ochotę popłakać, ale Majka czekała na mnie i wręcz nakazała porozmawiać z Michałem. Siedzę więc jak kretynka, opowiadam całą historię Kubiakowi co raz łkając.    - Co za frajer. Zostawić kogoś takiego jak ty, nie wierzę.    - Nie cieszysz się z tego?    - To już inna kwestia. Cieszyłbym się bardziej gdybyś się tym nie przejmowała. Tak to tylko trochę się cieszę. Nie bardzo, tak trochę.    - Ale ja nie wiem, on powiedział, że on już mnie nie kocha. Da się szybko w kimś odkochać?    - Przestań się w końcu przejmować tym żałosnym pajacem. Proszę cię, patrzeć się nie mogę na te twoje łzy.    - To zakryj oczy, nikt nie każe ci się na mnie patrzeć.    - Prz...

mad about you (I)

wraz z moim ulubionym Niedźwiedziem bohaterką będzie Matylda  tło ( najmocniej ukochane i niezmienne przez kolejne części ) Are you the fishy wine that will give me a headache in the morning? -Ale daliście dupy.    -Ale ty lubisz mnie wkurwiać.         Michał patrzy na mnie posępnie, po czym rozgląda się wokół.    -Kolegów swoich szukasz? – pytam. – Których to mam jeszcze przygarnąć?    -Bartka i Grześka – odpowiada zakładając na głowę kaptur. Kątem oka dostrzegam grupę dziennikarzy kręcących się po płycie lotniska. Zapewne to oni są przyczyną dla której Michał robi z siebie głupka. – Ja pierdolę, gdzie oni się kurwa kręcą?!    -Misiu, taka mała podpowiedź : udzielają wywiadów bo nie boją się dziennikarzy – szepczę. Kubiak wydaje z siebie pomruk godny złego niedźwiedzia, ale nie przeraża mnie to. Jego niedźwiedziowate wcielenie nigdy mnie nie przerażało.    -Nawet teraz musi...

Raissa (VI)

Więc jak wszyscy będę cierpiał aż do śmierci Wojtek         Siedzę za kierownicą mojego czarnego Jeepa i od paru godzin razem z Karolem i Olą próbujemy delikatnie wyjaśnić Andrzejowi, że chyba jego dalsze starania o Charlotte nie mają sensu. Jesteśmy parę kilometrów za Rzeszowem, do Arłamowa mamy jeszcze ponad siedemdziesiąt kilometrów a ja już najchętniej wysiadłbym z samochodu i doszedł na miejsce na piechotę, byleby jak najdalej od Wrony. Co najgorsze, jako że ani ja, ani on nie przywozimy ze sobą osoby towarzyszącej, jak głupi zgodziłem się z nim dzielić pokój. Endrju ciągle zarzuca nam śpiewką ‘W czyyyym ja jesteeeem od niegoooo gorszyyyyyyy’ i Ola, choć na co dzień jest bardzo spokojną i opanowaną osobą wygląda, jakby miała zaraz zacząć krzyczeć, by w końcu Andrzej się zamknął.    -Jeśli ją naprawdę kochasz, daj jej odejść – powtarza po raz kolejny.    -Jak ma jej dać odejść, jak oni ze sobą nie byli i nie są?! –...

Raissa (V)

W głowie tysiąc słów, w jednym imię twe Michał         Wchodzimy do szatni ciągle ciesząc się ze zwycięstwa w meczu, zapewniając sobie awans do finałowej szóstki Ligi Światowej. Nie przebieramy się jeszcze, siedzimy, żartujemy, analizujemy niektóre akcje tego spotkania.    -Skoro lecimy do Rio, to medal już jest nasz, mówię wam – uśmiecham się szeroko.    -Chyba się trochę rozpędzasz – karci mnie wzrokiem stojąca w drzwiach Charlotte. – Oczywiście gratuluję zwycięstwa, co prawda wymęczonego w bólach, ale liczy się fakt, że wygraliście. Poza tym dzisiaj jeszcze nie świętujcie, fajnie byłoby wygrać również jutro i wyjść z grupy z pierwszej pozycji.    -Dobrze, proszę pani – Zati przytakuje jej niczym mały chłopiec. – Postaramy się, proszę pani.    -Ja myślę – uśmiecha się Bonżurka i już chce wychodzić, ale ponownie odwraca się w naszą stronę. – Wiecie co? Całkiem porządni z was fighterzy. Jak będ...