Posty

It's a cold and it's a broken hallelujah.

Bohaterka miniatury - Fiorella Hallelujah    Gdybym miała niebieskie włosy i jakąś obdartą starą suknie ślubną, byłabym niczym Gnijąca Panna Młoda. Mam podkrążone oczy, a policzki, zazwyczaj czerwone, są ostatnio wręcz przezroczyste. Znów przypalam garnek, w którym jedzenie okazuje się jeszcze dobrze niedogrzane. W radiu wreszcie zamiast wersji ‘Wild world’ Mr Big, słyszę wersję Cat Stevensa, więc powoli zaczynam odzyskiwać wiarę w ten świat, dopóki nie przypominam sobie, że obiad jest zimny. To kolejny powód do płaczu. Zostawiam talerz i kładę się zaryczana na łóżku. Im bardziej wyję, tym bardziej wydaję się sobie śmieszna i zamiast płakać, śmieję się z siebie i z tego, w jaki sposób płaczę. A potem na chwilę się uspokajam. Dojadam obiad, zmywam naczynia i  z gorącą herbatą siadam pod koc. I siedzę, nie robiąc poza tym nic. Radio dawno wyłączyłam, więc słyszę tylko moje siorbanie herbaty. Nagle zrywam się spod koca, odstawiam kubek, włączam przypadkową pios...

Wiem, że możemy być szczęśliwi, kochanie.

   W pokoju słychać nasze ciężkie oddechy. Podpieram głowę o dłoń i przyglądam się, jak z przymkniętymi oczami uspokaja się. Jest perfekcyjna. Chwilami wydaje mi się, że nawet jak dla mnie aż za bardzo. -Zostaw ją  – mówi cicho, przejeżdżając palcami po moim torsie. – Nie chcę się z tobą dłużej ukrywać. -Zrobię to, ale jeszcze nie teraz… -Kiedy? -Jak najszybciej. -Obiecujesz? – Zuza kładzie się na moim torsie, z nadzieją patrząc się swoimi cudownymi, dużymi  oczami. -Obiecuję – moje słowa wywołują jej uśmiech. Nie chcę dłużej być z Kamilą. Mija półtora miesiąca, odkąd spotykam się z Zuzką. Spotykam się to za duże słowo. Przyjeżdża do mnie po kryjomu, późnym popołudniem, zwykle po meczu, bym mógł ją od razu zabrać. Gdy mam wyjazdówki, przyjeżdża w niedzielę i wraca w poniedziałek rano. Nikt nie wie o naszym romansie. W domu rzucamy się na siebie, stęsknieni i spragnieni bliskości. Staram się jak najmocniej nią nacieszyć, cały czas spędzamy w domu, rozmawi...

Wieczór zapadł po to, bym mógł się zapaść razem z nim.

 bohaterka tego oneparta- Oktawia mgła rzucam się na łóżko by trochę się poturlać i gapić się bo gapić chce gdy jak pogoda zmieniasz się          Nie chce mi się raczej nic. Wracam styrana z zajęć i dobrze, że mieszkam sama, przynajmniej mogę się trochę nad sobą użalić. W sumie, nie pamiętam, żeby było aż tak źle, jak jest teraz. Z ulgą wchodzę do domu. Rozbieram się i wyciągam z torebki telefon. Wbrew sobie, dam mu szansę. Zobaczymy, co będzie tym razem. -Cześć. Umawiamy się na dzisiaj, po treningu? - Tak nie bardzo. -Dlaczego? - Bo się z chłopakami umówiłem. Co robisz w sobotę? -Wychodzę z dziewczynami do klubu, mówiłam ci. - Musisz wyjść? -Nie, będę czekała, aż przypomnisz sobie, że masz dziewczynę. Ostatnio coraz częściej o tym zapominasz. - Gdybyś się do mnie wprowadziła… -To bym mieszkała z twoimi kolegami. Wybacz, nie uśmiecha mi się taka opcja. - Jesteś wkurzona? -Jestem zmęczo...

Jam jest burrito nieszczęść.

Go    Nie mam zamiaru ruszyć się spod tego ciepłego, miłego kocyka, którym się szczelnie owinęłam. Nie mam zamiaru wyściubić choćby kawałka nosa… -Przyniosłem ci zieloną herbatę.     A jednak. Schowana w kocyczku biorę gorący kubek i lekko dotykam językiem parującej cieczy. Wydaje się być całkiem niezła. -Jestem burritem nieszczęść. -A nie kokonkiem? -Nie. Jam jest burrito nieszczęść i koniec. Andrzejko śmieje się pod nosem i ze swoim kubkiem siada obok mnie. -Źle mi. Gdybyś nie wyjeżdżał, byłoby mniej źle.    Jeżeli zacznę tak marudzić i wyżalać się, to rzuci w cholerę Bełchatów i wróci ze mną do Bydgoszczy, prawda? -Gdyby nie klasa maturalna, zabrałbym cię ze sobą. -Trzeba było się na to nie patrzeć i zabierać. Wszystko i wszyscy mnie wkurwiają, nie mogę patrzeć na te zakłamane, fałszywe gęby tylko czekające na moment, aż komuś się podwinie noga i będą mogli beztrosko tą osobę wyśmiać. ...